RSS
środa, 06 października 2010
    Ostatnio piec rozgrzany do czerwoności, uwijam się jak w ukropie ciut jak nie ten diabeł przy kotle, mieszam, gniotę i maluję. Poproszono mnie o zrobienie 18 aniołków na dzień nauczyciela. Ja wiem że aniołki to może bardziej świąteczne są ale  nauczyciel musi mieć anielską cierpliwość.... Jakoś mi to marudnie idzie bo co wylepię i upiekę to mi się przestaje podobać. Kilka nieszczęść pomalowanych, część właśnie truje muchy na klatce (wszystko przez ten lakier, na szczęście mieszkam na samej górze to jest nadzieja że nikt nie nadepnie, ale w domu przy włączonych palnikach gazowych zapach jest nie do wytrzymania). A to kilka jeszcze surowych wypieków.(wiem że wypiek nie może być surowy ale te nie są skażone moją ręką malarza pacykarza).
Dziękuję wszystkim za odwiedziny i miłe komentarze. Bardzo dziękuję, każde słówko od was to jak promyczek słońca.

poniedziałek, 04 października 2010
  Spadają liście z drzew, w domu tez liści pełno i ja mam zajęcie. Tak jak w tamtym roku kręcę różyczki. Nie jest to moje jedyne ostatnio zajęcie ale sporo czasu mu poświęcam. Najgorsze jest to że dużo rzeczy robię na stojąco; prasuję, gotuję, lepię z masy solnej, maluję czy tak jak teraz bawię się liśćmi to cały czas jestem na nogach. Wieczorem jestem tak uteptana, że moim jedynym marzeniem jest po prostu zalec na kanapie. A wówczas z nudów chwytam za szydełko i coś tam dłubie. Ostatnio jesienne podkładki, motyw wszystkim znany.
Efekt wieczornego kręcenia.



I moje nowe podkładki

Tagi: szydełko
13:18, wredula
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 27 września 2010
    Jakiś czas temu trafiłam na bloga Green Canoe gdzie znalazłam kilka zastosowań dla płatków dzikiej róży. Ogołociwszy krzaki w okolicy przeniosłam się w kierunku mazur, i podczas wędrówek z Grzechotnikem ogałacałam tamtejsze  roślinki. Grzechotnik dzielnie mnie wspierał w tym szaleństwie i przedzierał się przez klujące krzaki, osy, pszczoły i robaki by zdobyć jeszcze kilka pachnących płatków. I tak dzięki temu mam teraz pachnący, bardzo różany bardzo płatkowy cukier, nalewkę, która dochodzi w bardzo ciemnym i bardzo suchym miejscu oraz suszone płatki. Z nich postanowiłam zrobić zapachowe, różane saszetki. Pierwsza powstała dla mojej mamy, i już do niej poleciała, aby przypominała jej o nie tylko o mnie ale i o naszym kraju jego, zapachu i klimacie.
Tak wyglądała nalewka  tuż po zrobieniu i tuż przed schowaniem.



A tak prezentuje się saszetka, wyszywałam naszą rodzimą muliną cieniowaną - ariadną.

środa, 22 września 2010
Już mogę się pochwalić tym co otrzymałam od Basi z bloga Robótkowego jako niespodziankę z wymiany lawendowej. Cudownie pachnący lawenda woreczek lawendowy, śliczne biscornu i dwie wspaniałe broszki. Do tego słodkości i śliczna karteczka. Bardzo, bardzo dziękuję.






Ja robiłam niespodziankę dla Uli z bloga Chwile z haftem. Nie ośmieliłam się niczego wyszyć, zresztą kto zajrzy do Uli ten zrozumie, więc chwyciłam za szydełko i wydziergałam to i owo.
Zrobiła chustę i broszkę. Starałam się wszystko zrobić w tonacjach lawendowych.






Do tego dołożyłam kilka przydasiów i słodyczy. W całości wyglądało to tak.



Uwielbiam te zabawy blogowe. Mam dzięki nim okazję poznać nowe blogi, i to jest takie miłe mieć coś robione tylko dla mnie, specjalnie. Kuszą mnie następne wymiany ale ostatnio znowu zasypana jestem robótkami i nie chciałabym nikogo zawieść. Postaram się jak najszybciej pokazać co ostatnio mnie zajmowało.
poniedziałek, 06 września 2010
    Dzięki Grzechotnikowi, zapalonemu grzybiarzowi z  nastaniem jesiennych dni przeważnie w sobotę wyjeżdżamy do lasu na grzyby. Podział ról jest taki, ja zbieram grzyby pokraki, czyli takie , które są nieroztropne i nierozgarnięte i ukryć się nie potrafią. Grzechotnik z mchów wybiera grzyby cwaniaki. Ja po lesie zazwyczaj uganiam się na czworaka za żabami, oglądam ptaki, zbieram pióra, wrzosy i od czasu do czasu jakiegoś grzybka. Po nosem sobie podśpiewuję
 << No i prze te grzybki, chłód rodzinnej kryptki....>>Dzięki temu każdy jest szczęśliwy. Grzesiek wraca w pełni zasłużonym blasku chwały z pełna torbą grzybów, ja ciągnę patyki, szyszki, kwiaty i prawie pusty koszyk. Później Grzechotnik przegląda te moje zbiory, i teraz już nie popełniam takich błędów, ale na samym początku moje borowiki okazały się szatanami. A ja była taka szczęśliwa, że takie piękne, dorodne i nie robaczywe.
Tak wyglądały nasze ostatnie zbiory



I fiku miku i w słoiku

12:07, wredula
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
       Udał mi się wyciągnąć Grzechotnika i opierającego się Motyla na festyn do Kurowa. Ja zachrypiała lecz szczęśliwa raczyłam się wszelkimi możliwymi miodami, głęboki ukłon w stronę pszczółek. Teraz już wiem że każdy miód jest inny. Najbardziej utkwił mi w pamięci i na kupkach smakowych miód bławatkowy. Niebo w gębie, że tak się wyrażę. Chłopaki gdy zobaczyli moją rozanieloną minę i uśmiech od ucha do ucha również chwycili za łyżeczki i ruszyli w krainę smaków wszelakich. Nawet Grzechotnik który miodem do tej pory pogardzał i do ust wsiąść nie chciał za żadne skarby świata. Stwierdził że tylko krowa nie zmienia poglądów ( może i krowa ale ja tego nie powiedziałam) i buszował pośród słoików. Osy uciekały w popłochu. Gdy popróbowałam wszystkiego i zagłosowałam na najsmaczniejszy miód ruszyłam ku kolejnym stoiskom. Te rękodzielnicze najbardziej mnie interesowały jednak nie było ich zbyt wiele. Ale nawet na tych nielicznych było na czym oko zawiesić.


























*******
A teraz jeszcze wspomnę o wymiance wakacyjnej bo już wiem że przesyłka dotarła do adresatki. Ja przez ta nasza pocztę wkrótce nabawię się jakiejś nerwicy. Ponad tydzień czasu idzie list polecony priorytet.... i chyba to jest dobre określenie - idzie. Na szczęście doszedł i wilki go w lesie nie dopadły.
A to jest to co przygotowałam dla Śmietanki
Słonecznikowy komplet - podkładki i pokrowiec na telefon



Morskie biscornu



A tak wyglądało wszystko razem z przydasiami i słodkościami.



Mam cichą nadzieję że się spodobało.

czwartek, 19 sierpnia 2010
Jakiś czas temu u Wiki w Robótkowych szaleństwach zobaczyłam wspaniałe podkładki, skorzystałam z wzoru i teraz ja też je mam. Troszeczkę zmodyfikowałam dwa kwiatkowe wzory i przy okazji zrobiłam sobie słoneczne kolczyki. Podczas prac nad wymianą wakacyjną zapragnęłam jeszcze jednej rzeczy dla siebie ale to troszeczkę później.
Tak wyglądają moje podkładki



Oczywiście nie byłabym sobą gdybym.. nie zapisała się na kolejna wymianę. grzechotnik tylko za głowę się łapie na szczęście rozumie że ja tak wypoczywam. Więc donoszę, że u Moteczka
trwa nabór chętnych do Lawendowej wymiany.




*******


Janeczka3333 dziękuje za miłe słowa, tez uważam że temat wymianki jest ciekawy  może trafimy tam na siebie.
Igrafka dziękuję, z miłą chęcią będę zaglądać na stronę aby podziwiać prace ale na moje oceny nie ma co liczyć. Wszystkie prace dla mnie zawsze są niesamowite i piękne.
Fiolquak takie słowa z Twoich ust to prawdziwa nagroda. Dziękuję
wtorek, 17 sierpnia 2010
   Ten rok jeżeli chodzi o wakacje był dla mnie wyjątkowy i wspaniały. Pierwszy raz przez tyle czasu razem całą rodziną. Do tego nasi przyjaciele, to dzięki nim miałam okazję przeżyć wiele niesamowitych chwil. Można rzec "czarodzieje". Oczywiście jak już od wielu lat wypoczywałam na Mazurach; krainie wody, lasów i słońca. (Komarów również ale to mały, nieistotny aczkolwiek kłujący dodatek). Wystarczy tylko 1,5 godziny powolnej jazdy by znaleźć się w innym świecie, bez zegarków, bieżącej wody a czasem i prądu.  Można nic nie chcieć i nic nie musieć. Można za to patrzeć, patrzeć i patrzeć. Kilka zachodów słońca (może to i kicz ale jaki piękny).










Do tego zaraz po powrocie następna niespodzianka, dostałam przesyłkę z wymianki wakacyjnej od Krzychy.
  O rany jakie wspaniałości, macałam, przymierzałam, paradowałam po mieszkaniu i kazałam chłopakom podziwiać. A oni owszem podziwiali... słodycze - sępy paskudne. Dziękuję bardzo, za wszystko; za wspaniałą torbę i kosmetyczkę, woreczek,  za zestaw do haftu, to mój pierwszy prawdziwy zestaw, a nici istna bajka. Dziękuje jeszcze raz a to zdjęcia.






Prawda że wspaniałe!
środa, 28 lipca 2010
   Już kilka razy w tym roku wyjeżdżałam na łono natury. Zaopatrzyłam się w strój do kąpieli wszelakich brakowało mi tylko jakiegoś małego pareo żeby to i owo w czasie wędrówek na plażę przysłonić. Jak zaczęłam się chustami obwiązywać to wyszła ze mnie larwa w kokonie a i chodziłam jak spętana (już wiem dlaczego japonki drobią kroczki ubrane w kimona). Kupiłam nici, wygrzebałam wzór i tak powstała spódnica do zadań specjalnych. Całkiem bezszwowa, bo z jednego prostokąta. Po prostu wiązana. Bardzo dobre rozwiązanie, nie krepuje mi ruchów, łatwo się zakłada a jeszcze łatwiej zdejmuje. W kolorze turkusowym, na zdjęciu przekłamanym, pasuje mi do stroju, który jest brązowy, więc przełamuje ten ciemny kolor i ładnie wygląda przy opaleniźnie.



Już od kilku dni powinnam być nad wodą ale woda przyszła do mnie, pada wesolutko z nieba. Nie obowiązują mnie na szczęście rezerwacje, ja odpoczywam w tym roku pod namiotem. Jak się przejaśni bagaże w dłoń i witajcie Mazury. Jaszcze ktoś mnie ostatnio odwiedził, że też chciało mu się na czwarte piętro bez windy.

 


Śliczny, zielony i duży. W centrum miasta, prawdziwa niespodzianka. Światło flesza troszeczkę go peszyło, po  sesji zdjęciowej został wypuszczony na podwórko, bo zaczynał łapczywie przyglądać się moim kwiatom. A jeszcze tylko głodnego pasikonika na nich brakuje. I tak dokarmiam całą kolonię przędziorków, które pomimo intensywnych oprysków mają się dobrze, mszyc, które napadają znienacka  i pierwszy raz wełnowce, które powinnam wacikiem ze spirytusem mazać ale wiszą za balkonem na długich łodygach pelargonii. W tym roku trwa prawdziwa wojna ja vs robale, robale wygrywają. Cierpią na tym kwiaty.

Tagi: szydełko
08:27, wredula
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lipca 2010
  Uzupełniam wpisy, bo nie leniuchuję. Najgorsze jest to,że chciałabym mieć wszystko na raz ale mnie mam możliwości wszystkiego na raz zrobić. Powinnam się sklonować. Na pierwszy ogień dzbanek z irysami. Prezent dla mojego taty. Może mało męski, ale nie chciał kwiatów więc dostał je w innej postaci. Te nie zwiędną chyba, że je w zmywarce wypierze.








  Ja wiem ze do doskonałości wiele im brakuje, ale ciągle się uczę. Bardzo małymi krokami do przodu.
A w między czasie dłubie sobie mini spódniczkę do stroju kąpielowego bo lato na całego się u nas zagościło więc korzystam, i mam nadzieje że słońce na długo z nami zostanie.
******
Kasmatka dziękuję za miłe słowa.
Nitkowa czarownica dziękuję, marudzę bo jak mawiają moje koleżanki brak mi wiary w siebie. Może kiedyś mi przejdzie.

| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
PustaMiska - akcja charytatywna


Urszula Jarocka

Utwórz swoją wizytówkę







losowanie 01.09