RSS
wtorek, 24 maja 2011
  Wpadł mi w oko i w ręce kordonek w kolorze bzu. I zachciało mi się małej serwetki. Trochę pomachałam szydełkiem i jest. Do tego Motyl przyniósł kilka gałązek bzu i mam w pokoju pachnąco i kolorowo. Uwielbiam wiosnę.




Tagi: szydełko
06:56, wredula
Link Komentarze (4) »
niedziela, 22 maja 2011
  Jak wspominałam wcześniej dłubałam sobie bez nerwów bolerko. Zupełnie na luzie podczas postojów w wyprawach na Mazury.Zrobiłam 10 elementów tak jak przewidywał to schemat, obrobiłam dookoła, chociaż wszystko łącznie z odbiciem w lustrze mi mówiło że będzie za duże. Ale nie, ja nigdy nie słucham zdrowego głosu rozsądku podświadomości. Skończyłam przymierzyłam i oczywiście dopiero się wściekłam, bo siebie nie słuchałam. Jak nie patrzył i się Ulek nie odwracał w lusterku zarówno w jednym, drugim i trzecim  bolerko okazywało się za duże o jakieś dobre 8 cm. To nie materiał, że na okrętkę po szwie przeleciał. Dumałam, dumałam i dumałam i mnie olśniło że gdzieś ktoś pisał o ośmiu elementach, tylko ja flądra nie mogłam sobie jakoś tego wyobrazić a tu nagle olśnienie. I zaczęłam pruć, wypruwać, łączyć i powstało. Chyba całkiem fajne. Osądźcie sami.








oprócz tego przyłączyłam się do wyszywania myszek na blogu Małe co nieco. Po cichu mam już pomysł na przeznaczenie haftu. Tak ma wyglądać


Chociaż podejrzewam że trochę pozmieniam kolorki..
Tagi: szydełko
19:01, wredula
Link Komentarze (6) »
środa, 18 maja 2011
    Tydzień temu skończyłam wyszywanie mojego obrazka, dosłownie we wtorek o 6 rano wbiłam igłę po raz ostatni. Prawie całymi dniami nie odchodziła od haftu. Bolały mnie ramiona, piekły mnie palce a moje faceciki marudziły że nie ugotowane, nie posprzątane. Grrr. We wtorek również oddałam obrazek do ramiarza i .. kupiłam nitkę na bolerko, bo jak sobie umyśliłam będzie ładnie pasowało do sukienki. I zaczęłam mordować bolerko. Pogoda co prawda popsuła mi plany, bo za ciepło nie było i w sobotę wyhamowałam z robótkowaniem. Prawie słyszałam huk spadających kamieni z serduszek moich chłopaków, bo jak robię coś to nie lubię gdy się mi przeszkadza i bywam bardzo, bardzo nie towarzyska a czasami nawet straszna.
Od soboty znowu jestem sobą. Powolutku sobie wykańczam ciuszek, a po głowie stadami latają mi pomysły na kolejne rzeczy. Więc nie za dużo tego spokoju widzę. :)
Tak wyglądała moja oprawiona pamiątka komunijna. I niestety pomimo 15 zdjęć w rożnych częściach mieszkania nie wyszło żadne super ostre. Może i lepiej. Bo tak na prawdę w zachwyt moja praca mnie nie wprawiła, a Grzechotnikowi nie wierzę.



Wyszywałam na kanwie 16 nićmi DMC, i na prawdę najgorsze były kwiatki.




A tutaj moje bolerko na wykończeniu.
czwartek, 05 maja 2011
 Dużymi krokami, chyba siedmiomilowymi pędzi czas i nieodwołanie zbliża się komunia mojej chrześniaczki. Ślicznej i mądrej dziewczynki.Jednym z prezentów ma być wyszyta  krzyżykami pamiątka komunijna. Zaczęłam jakiś czas temu i przy kwiatkach myślałam że wyłysieje. Tak mi nie szły że o matko. Wczoraj skończyłam i ze szczęścia odtańczyła taniec pijanego derwisza.




Później zaczęło iść jak z płatka, igła tańczyła nitka się nie plątała jednym słowem pełnia szczęścia. I po kilku godzinach mam już tyle.




piątek, 29 kwietnia 2011
Kilka  pisanek karczochów, pokażę które zdążyłam sfotografować, inne jakoś szybko zniknęły z mojego  domu.

Zielony powędrował na święta do Taty,



fioletowy do Mamy



inne uniknęły spotkania z aparatem. Sobie w ostanie chwili wydłubałam taką nietypowego karczocha




I pisankę z cekinów tym razem w kwiatki.



bardzo podobają mi się te techniki, pewnie tym razem zaszaleje na święta bożego narodzenia. A póki co ciesze się wiosną.
   Podzielę się widokiem moich pierwszych, własnych, wyhodowanych tulipanów. Bo mam kawałek, no możne kawał, własnej działki,  którą staramy się z zarośniętego przez 15 lat ugoru przekształcić w ogród. Przed nami jeszcze kilka lat pracy ale co tam myślę że warto.



Wiosennie i tulipanowo pozdrawiam.
czwartek, 28 kwietnia 2011
Pokonał mnie komputer, przed świętami postanowił zrobić mi niespodziankę i odmówił współpracy. A tyle zdjęć do pokazania, tyle blogów do obejrzenia, a tu klops. Na szczęście to tylko komputer i można go było zreperować i jestem.
Bardzo dziękuję wszystkim za życzenia świąteczne, ja tylko z doskoku gdzie nie gdzie mogłam parę słów napisać.
A pokazać muszę koniecznie prezent z wymianki kurczaczkowej.
Ja swoją przygotowałam dla Pauli z bloga Groszkowo mi. Cuda dziewczyna z maszyną robi, koniecznie trzeba zobaczyć, ja spokojnie nie mogę bo zazdroszczę, taka wredna jestem.



Paczuszkę dla mnie zrobiła Mcdulka i oto co otrzymałam.



Kurczaczek jest wspaniały, Motyl pokochał ją od pierwszego wejrzenia, bo w chusteczce to raczej kurczaczkowa, i nazwana została Balbinką. Ja natomiast rozgryzałam jak zrobiony jest kapelusik wyszywany.
 Oprócz tego otrzymałam karteczki świąteczne. Bez dwóch zdań, nie ma jak papierowa  kartka, którą można pooglądać, poprzestawiać i cały czas mieć ja na oku.

Karteczka od Domci


karteczka od Agaty


karteczka od Edyty 350


Karteczka od Orin


Karteczka od Witaminki

Mam nadzieje że sprzęt na razie nie będzie wymagał reanimacji to wkrótce następne wielkanocne zaległości.
Tagi: wymianki
15:48, wredula
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 kwietnia 2011
Weźmiesz no złotą kurę i dasz jej miejsce ciche i i farbek trochę, może kleju jakiego.
Wzięłam tak i zrobiłam, a te zamiast malować proszę zaszalały. Wysiedziały mi kurczaki.









Może teraz dla odmiany dam im wstążki to zaczną malować ? Pokrętna jest natura kur... domowych

Na prośbę Pauli zamieszczam wzór na motylka 3d



Tagi: karczochy
11:23, wredula
Link Komentarze (9) »
piątek, 08 kwietnia 2011
Żeby ogarnąć wszystkie jajka, które ostatnimi czasy pojawiły się u mnie w domu postanowiłam wezwać pomoc. Stawiły się na me wezwanie Kurki złotopiórki. Jeżeli zajdzie potrzeba pojawią się następne. A może pomyślę o fermie hodowlanej...




W związku z tym ze nadeszła wiosna i słoneczko zechciało nam radośnie świecić Inka korzysta z solarium, w ciągu dnia przekłada się z plamki słonecznej na plamkę.

Tagi: szydełko
11:46, wredula
Link Komentarze (5) »
piątek, 01 kwietnia 2011
  Długo mnie nie było. Dziękuję wszystkim odwiedzającym, ja również postaram się w najbliższym czasie nadrobić zaległości w oglądaniu waszych wspaniałych blogów.
   Troszeczkę się wytłumaczę, a może będzie to tez przestroga innym. W poprzednim tygodniu stałam się stałym bywalcem szpitala, nie jako pacjent lecz odwiedzający. Wędrowałam do mojej przyjaciółki która wylądowała na oddziale udarowym. A pragnę znaczyć, że jest młodsza o kilka lat ode mnie. Więc nie czas i nie pora na takie problemy. Zresztą nie była jedyna w tym przedziale wiekowym. Uwierzcie mi to jest  straszny oddział, na pewno sporo winy w tym szpitala ale również personelu. Tak jak byłam zachwycona pielęgniarkami, na które trafiliśmy z Motylem podczas przyjmowania ostatnich zastrzyków, jak bardzo je chwaliłam każdemu kto chciał czy nie chciał słuchać, tak teraz jestem przerażona. Ja wiem że to ciężki oddział, ale jeżeli nie ma się cierpliwości czy chęci do pracy w takim miejscu i z takimi chorymi ludźmi to trzeba po prostu zmienić pracę.
Na szczęście u mojej przyjaciółki wszystko w tej chwili jest w porządku. Lekarze alarmują, że zabija nas stres, nie ten pozytywny, który daje nam kopa i napędza do działania, lecz ten długotrwały, meczący, który nie daje nam w dzień normalnie żyć a w nocy spać, a do tego nieodpowiednia dieta i brak ruchu.
A ja przyniosłam sobie ze szpitala rotawirusy i wyhodowałam i obdarowałam nimi Grzechotnika. Ja przechorowałam jeden dzień a on trzy. Dopiero teraz zaczynamy mieć apetyt.
   To by było na temat tłumaczenia. a teraz robótkowo. Ma serwetkę w króliki czy tez w zające. Temat znany hit przedświąteczny. Dopiero na zdjęciu zobaczyłam ta nitkę, ale nie stanowi ona nierozerwalnej części serwetki, po prostu się przyczepiła.




A teraz jaja. Takie sobie pisanki prawie decupage.
Z kurczaczkiem




Z konwalią



Z kaczuszką



Z bratkami



Z króliczkiem



I z barankiem



I to na razie wszystkie które są do pokazania. cza chyba pomyśleć o pomocnikach, może jakieś kury by się przydały.
niedziela, 20 marca 2011
Żółte tulipany, zwiastuny rozstania....
chodzę sobie po mieszkaniu i fałszywie nucę. Nie mam co prawda zamiaru rozstawać się z Grzechotnikiem, ale z zimą, która wczoraj wróciła i zasypała. Więc ja na przekór wydziergałam wiosenną serwetkę. Nie wiem co mnie napadło, ale musiałam ją mieć, przewertowałam internet i jego niezmierzone zasoby i znalazłam wzór oczywiście u Marciniaków. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie jedna rzecz, ta paskuda pofarbowała, najpierw moje ręce a później żółte tulipany. Na zielono. I żółte nie są już takie żółte. Grrr
Ale może zimę wystraszą, już dziś świeciło słoneczko. Czary mary działa.



Może ktoś jeszcze będzie chciał zrobić, to zamieszczam  schemat.
 




Tagi: szydełko
18:37, wredula
Link Komentarze (6) »
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
PustaMiska - akcja charytatywna


Urszula Jarocka

Utwórz swoją wizytówkę







losowanie 01.09