RSS
czwartek, 19 czerwca 2008
 Oto publicznie się przyznaje - jestem chomikiem. To prawdopodobnie rodzinne. Dziadek nim był, mama jest a i Męża wykazuje skłonności w tym kierunku. Ja zagracam mieszkanie on piwnice. Nie wiem co wywołało w ludziach ten syndrom, bo jako zbieracze i lud koczujący nie mogli obładować się "pamiątkami". Wiem prawdopodobnie kto. Hi hi jak zwykle kobieta. Taka nasza natura. Są wyjątki ale to wyjątki potwierdzające regułę.:) Ale jak dobrze być chomikiem dowiaduję się gdy czegoś potrzebuję a nie chcę wydawać pieniędzy. Znowu. Tak było w przypadku kaktusa sierotki kupionego odruchem serca a i z cieniem logiki bo u Motyla w pokoju żaden kwiatek nie przeżyje. Na taki stan rzeczy wpływ ma nie zdrowe powietrze i świecące słońce od rana. Na parapecie tworzy się szklarnia, źle napisane - suszarnia. Kaktusy z racji ich kaktusowej natury lubią takie klimaty, więc jest nadzieja że przeżyją. (Bo już są dwa). Wyszperałam wśród szpargałów na balkonie pozostałości po świeczniku.

 

Postanowiłam wypróbować crack jednoskładnikowy. I tu zaczęły się schody. Nie wiem czy on powinien być taki gęsty. Na małej powierzchni doniczki z trudem udało mi się go nałożyć. Tym bardziej że ma być prowadzoy w jednym kierunku bez poprawek. Jakoś mi się z biedą udało. Efekt końcowy jest taki sobie ale mam za sobą mój pierwszy raz. Muszę wskoczyń na forum i podpytać mądrych ludzi jak to z tą gęstością ma być.



Góra w planach miała nie być jednolita i poprzecierana, niedomalowana w końcu to stara doniczka. W tle podkładki ale pokażę je po wykończeniu.



A tak wyglada sprawca całego niedzielnego zamieszania. Sierotka w nowej oprawie.



07:09, wredula
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 czerwca 2008
Pogoda zachęca do spacerowania. Słoneczko pięknie grzeje, a to lubię najbardziej. Bałagan zostawiliśmy w domu niech sobie odpocznie od nas, a sami wyruszylismy do parku. Dawno tam nie byłam. W naszym małym zakątku odkryłam przedziwne kwiaty. Nie wiem jak się nazywają, nie wiem skąd przybyły wiem tylko tyle, że cieszą oczy swym czarem i wdziękiem.


 













06:55, wredula
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 maja 2008
Obiecywałam mojemu sprzętowi zmianę i tak się stało. Żeby sobie nie myślał. Ale nowsze oprogramowanie to też i większe nowe kłopoty. Moje dwa chłopaki zdążyły sciągnąć mi upierdliwego trojana. Ale wróg pokonany. Ostatnio najwięcej czsu zabierało mi przygotowanie balkonu do okresu wiosenno - letniego. Wszystko pięknie kwitnie, rośnie aż się patrzeć chce. W między czasie wyprodukowałam listę rzeczy do zrobienia. Lista wciąż się powiększa a czasu coraz mniej. Zbzikować można. Albo zbezikować. Wymalowałam szybę w szafce. Nie jest do końca tak jak bym chciała ale to są skutki malowania w pionie, zamiast jak normalny człowiek zdemontować drzwiczki i przy stole peciać. Zostały jeszcze dwie, może zmądrzeję (w co szczerze wątpię).
                                

A że  wiosna w pełni zakwitł bez w ogódku, to teraz kwitnie i pachnie w domu.

                      

06:47, wredula
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 lutego 2008
Doral2 napisała że komórkowiec jest brzydki i nie funkcjonalny. (No tak pewnie powinien być różowy w żółtą kratkę:)). Jest zielony, łatwo do niego włożyć komórkę, łatwo ją wyjać i chroni ją przed spotkaniami z kluczami a więc w pełni spełnia swoją rolę. A o to mi chodziło. Ale dzięki tej konstruktywnej krytyce poszukam pomysłu na nowy komórkowiec. Zdecydowanie nie różowy i bez sznurka. Właśnie w zasięgu wzroku pojawiła się niebieska, samotna nitka. Jeszcze nie wie jakie ją nieszczęście spotka...
06:44, wredula
Link Komentarze (1) »
środa, 27 lutego 2008
Mając chwilowe przerwy w pracy, zrobiłam "ubranko" mojej komórce. Biedna obijała się po torbie. Użyłam resztek bawełnianej włóczki. A guzik nie jest guzikiem tylko ozdobą gumki do włosów.

                      

A tak wyglada niby guziczek.

                    
20:01, wredula
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lutego 2008
Pierwsza pisanka świąt nie czyni. Tak wyglądał warszta lakierniczy.
 
                          

A to jest efekt końcowy.

                          

Nie jes taki jaki bym chciała, ale jak wspominałam to mój pierwszy raz. Na zdjęciu nie widac wszystkich niedociągnięć (na szczęście), ale ja je widzę, wiem że tam są. Następnym razem będzie lepiej.
07:02, wredula
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 lutego 2008
Zrobiłam pierwszą wydmuszkową pisankę metodą decoupege i już to wiem (bo co innego czytać co innego zrobić, a że nie wyszło do końca tak jak chciałam, cóż mylić się jest rzeczą ludzką a i pierwsze śliwki robaczywki.) No tak a to już wiem:
  1. Wydmuszki muszą w środku podeschnąć po wydmuchaniu
  2. Czysta wydmuszka to dobra wydmuszka
  3. Malowanie wydmuszki jest przyjemne ale nie dokońca łatwe
  4. Trzeba mieć dobry klej do serwetek (ja bawiłam się bardzo rożrzedzonym klejem do tapet - nie polecam)
  5. Jeżeli nie wszystko się pięknie przykleiło to drobne niedociągnięcia pokryje lakier
  6. Lakier do podłogi Duluxa nie nadaje się do lakierowania pisanek. Pięknie kryje, pięknie błyszczy ale żółci okropnie.
  7. Dobrym sposobem na malowanie i lakierowanie jest przewleczenie patyczka do szaszłyków przez pisankę i taką to konstrukcję należy położyć na słoiku. Na to wpadłam pod koniec zabawy (lepiej późno niź wcale).
  8. Lakier Duluxa jak schnie to "fajnie pachnie" jak mówi moje dziecko czyli totalny odlot. Więc katar, lakier i wata w głowie. Mam to teraz. Zdecydowanie nie polecam.
Ja wiem że dla doświadczonych decupażystek (nie wiem czy tak to się pisze) moje odkrycia są śmieszne i doskonale znane (to jak powtórne odkrywanie Ameryki) ale może komuś równie początkującemu to wpadnie w oko i się przyda. Jutro na śniadanie jajecznica, muszę się zaopatrzeć w zapas wydmuszek. Jutro też idę na sępa na tatowy komputer to ściągnę zdjęcia i będę mogła coś wkleić.

12:34, wredula
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lutego 2008
Odważyłam się i wstawiłm na foto forum zdjęcie dzbanka. Przychylne komentarze stawiają mnie na nogi i dodają mi sił. Dziękuję. Dzięki temu nabieram sił i szukam w sobie chęci do działania, chociaż jestem tak bardzo zmęczona. 12 godzin w pracy non stop przez kilka dni daje się odczuć tylo nie wiem dlaczego akurat w plecach. Przecież nic nie dźwigałam... 
06:37, wredula
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lutego 2008
Grrr... kiedy ja mam w planach zrobienie czegoś ma komputerze mój sprzęt ma inne plany, które przeważnie sprowadzają się do jednego - zawiesić się. Uduszę go jak tylko odkryję gdzie ma szyje. Po długiej walce z rana, która nie sprzyja budowaniu wesołego nastroju udało mi się siako tako zmniejszyć 2 zdjęcia, z czego jedno się zamazało. Grr... To aniołek małosolny na desce. Robiłam go już dość dawno, ale proszę mi uwierzyć na żywo wygladał lepiej.

                              
Kolejne zdjęcie dodam jak tylko się po pracy dorwę do komputera, pokonawszy po drodze dwie przeszkody Motyla i Grzechotnika.

07:12, wredula
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 lutego 2008
Pozazdrościłam ludziskom zwierzaka. Teraz mam i ja. Prawdziwy w tej chwili śpi zakopany w stercie trocin. Wrzucam zdjęcie gdy urzadza sobie chatę po przejściu ekipy sprzątającej. Trochę nie wyraźne ale nie chciał pozować.
                          


Zresztą ciężko pozować gdy nad głową wisi wielbiciel... nie zawsze cichy. Mamy nadzieję, że jej ciekawość nie jest kierowana krwiożerczymi instynktami a po prostu zwykłą psią ciekawością.
                          
07:39, wredula
Link Dodaj komentarz »
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
PustaMiska - akcja charytatywna


Urszula Jarocka

Utwórz swoją wizytówkę







losowanie 01.09