|
wtorek, 09 lutego 2010
Dziś dostałam przesyłkę. Nie wiem czy wszyscy tak mają ale ja zawsze zanim otworzę paczuszkę mam miękkie kolna i za każdym razem oczom nie mogę uwierzyć jakie cuda dostałam. Tym razem to prezent od Edyty a można podziwiać jej prace i bloga TU Wszystko co dostałam jest takie śliczne i co ja tu będę pisać po prostu pokażę.
A teraz po kolei kosmetyczka, ale jest taka śliczna że na razie leży obok mnie i oczy cieszy
podkładki serduszkowe pod kubki już wypróbowane oraz przydasiowe serduszka
słodkości w pudełku od czekolady nie ma już nic bo chłopaki szybko się ze słodkim wnętrzem rozprawili
i piękna walentynkowa kartka
środa, 03 lutego 2010
Wysłaliśmy Motyla na kilka dni, na obóz harcerski. To praktycznie pierwszy raz od 11 lat mieliśmy mieszkanie tylko dla siebie. Z jednej strony obawa czy nasze "maleństwo" sobie poradzi, a z drugiej tylko my dla siebie. Świece, kolacja i cisza... Bezcenne
wtorek, 02 lutego 2010
Była sobie nie tak dawno wymiana Kot w worku. Dziwnym trafem (chociaż u mnie to raczej normalne) ja dostałam dwie przesyłki a do jednej z uczestniczek nie trafiła żadna. Dosyć późno zostało to wykryte i żeby wszystko grało ja zrobiłam prezent dla Yrsy. Miałam na to mało czasu więc zakasałam rękawy i powstało takie coś.
Przesyłka doszła i się podobała. Cieszę się bo Yrsa robi takie piękności, że ja za 10 lat będę umiała połowę tego co ona.
A tutaj z bliska poduszeczka
i druga strona
i woreczek
piątek, 29 stycznia 2010
<<
dziś Wredula jest smarkata>> Wiedziałam że mnie to spotka, od chwili gdy Grzechotnik zaczął kichać i ciągać nosem. Na nic grube skarpety, ciepłe polarki. Lubi mnie i dzieli się ze mną wszystkim, niestety katarem też. I tak mimo że od dawna nosiłam się z zamiarem sprawienia sobie czegoś takiego i że TU jest instrukcja łopatologiczna, wymóg chwili sprawił że na przekór katarowemu nastrojowy wyprodukowałam sobie takiego chustecznika.
Ja i maszyna dopiero się tak na prawdę poznajemy, ona cierpliwie od pokoleń znosi próby więc może i moje przetrwa. Ja staram się nie przeszyć sobie palca na wylot (jak to kiedyś Młody uczynił właśnie na tej maszynie) i w miarę równo prowadzić stopkę. W każdym razie jest lepiej niż było. Wiem że już doszła to pokażę niespodziankę dla Fiolqak
Nitkowa czarownica prosiła o przepis na boa. Proszę bardzo oto wzór
A sposób wykonania bardzo fajnie wyjaśniony jest tu Dziękuję za miłe komentarze i zapraszam do szalikowania.
czwartek, 28 stycznia 2010
Udało mi się odzyskać zdjęcia, tak to jest jak Grzechotnik dopadnie do komputera. Gina linki do bardzo ważnych dla mnie stron, znikają zdjęcia, wymazywana jest historia ech ci mężczyźni. Zaległe zdjęcia z wymianki u AgnieszkiMD
Wstawię również zdjęcia szalików boa które robiłam na zamówienie znajomym
Czarny przekłamany ale wtedy pogoda nie zachęcała do fotografowania I powstały jeszcze dwa dla kolejnej Pani brązowy
i beżowy
I to wcale nie wszystkie boa które wydziergałam. Jest jeszcze jedno zaginione na poczcie, które miało na święta razem z z innymi drobiazgami dotrzeć do mojej mamy. Jeszcze poczekam kilka dni bo czasami Matylda tu zagląda a wolałabym zrobić jej niespodziankę. Bo tak, jeszcze mamy nadzieję, że jednak dotrze ta paczka. Tym bardziej że nic nadzwyczajnego tam nie było, najbardziej mi szkoda książki dla Młodego. Ale jeżeli nie, i jakaś wstrętna osoba się połasiła to niech będzie pewna że pryszczy i wrzodów do końca życia się nie pozbędzie. Chwilami dostaję dreszczy jak pomyślę o szalikach boa, a mam do zrobienia jeszcze jeden. Jest jeszcze dużo zaległości do pokazania i będę stopniowo je nadrabiać, a na razie w tajemnicy dziergam i robię niespodziankę na wymianę.
czwartek, 14 stycznia 2010
Do wygrania są urodzinowe cukierasy właśnie tu wystarczy kliknąć w obrazek. więcej widać Jeszcze nigdy nic nie wygrałam, choć z ręką na sercu przyznaję się że próbowałam. Ale gdy mój brat wyciągał zawsze losy pełne ja miałam puste. I może dlatego nigdy nie zostanę hazardzistą ale do takich cudowności ustawiłam się w kolejkę. A z tymi plusami to jest tak, że dzięki wymogowi stworzenia banera - odnośnika zdjęciowego - do bloga wiem jak to robić, choć jak czarna masa kombinowałam już nie jednokrotnie, jest plus, dziś słoneczko drugi dzień świeci, jest kolejny a wczoraj wieczorem widziałam takie piękne rozgwieżdżone niebo i znowu plus. Od razu weselej się na serduchu robi. A i serduszkowa niespodzianka walentynkowa też szybciej w taki dzień będzie się robić. Więc łapmy plusy :)
wtorek, 12 stycznia 2010
Sa takie dni gdy mam siły za trzech, praca pali mi się w rękach i nic nie jest w stanie mnie rozproszyć. Tak właśnie teraz mam i korzystam, bo za kilka dni mogą wypalić akumulatory a wtedy klops i marazm. Od jakiegoś czasu chodził mi po głowie pomysł upieczenia chleba. I tak sobie chodził aż tu nagle trafiłam na super łatwy i czytając komentarze super smaczny chleb. Przepis tu: Więc do dzieła. Kupiłam drugą foremkę, zaopatrzyłam i się w ziarenka wszelkiej maści i przystopowało mnie. Na półkach brak mąki krupczatki.... Po trzy razy wracałam na te samo miejsce, macałam między kaszami a cukrem może gdzieś są, może tak postawione. Im bardziej szukałam tym większa pewność była że Kupiłam na zapas. I wczoraj upiekłam mój pierwszy chleb. I jest taki jaki chleb być powinien, pachnący, smaczny i mięciutki. I wiem że bez żadnych ulepszaczy i sztuczności. I mam nadzieję że moja prababcia jest ze mnie dumna, ona piekła chleb najsmaczniejszy w całej wsi. Choć nigdy jej nie poznałam opowieści o jej chlebie przetrwały dzięki opowieściom dziadka. niema. I co najgorsze w kilku sklepach. Grzechotnik nie przyznawał się do mnie gdy ja z szałem w oczach przegrzebywałam półkę sklepowa po półce. Przez cały dzień kombinowałam aż przypomniał mi się zapyziały sklep na osiedlu, pamiętający jeszcze najlepsze lata komuny. I tam mąka krupczatka była, nawet kilka rodzai. Jaki ten dzisiejszy świat pokręcony mamy cukier biały , brązowy, trzcinowy kasze wszelakiej maści nawet kuskus, mąkę kukurydzianą a krupczatka jest produktem praktycznie nie dostępnym w dużych sieciówkach.
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Zima, nie da się ukryć wystarczy spojrzeć przez okno. Ja nie należę do jej zwolenników, ale skoro mieszkam w Polsce musiałam nauczyć się ją znosić. Mój dziadek mawiał, że u nas "zimy to tylko 10 miesięcy, reszta to lato i lato". Wiec teksty, że zima zaskoczyła drogowców szalenie mnie irytują, zwłaszcza że mój tata i Grzechotnik to zawodowi kierowcy, i ich zima nie zaskakuje. Wiedzą jakie paliwo lać i że odmrażacz do zamków w kieszeni to produkt najwyższej potrzeby.Wożą ze sobą w bagażniku łopaty i szczotki. Rozumiem zima przyszła w czerwcu, świnia jedna, i zaskoczyła. Ale ona przychodzi co roku w okolicach grudnia i zaskakuje, bo rok temu kwitły o tej porze pomarańcze. Motyl też się nasłuchał tych bredni i przed wyjściem do szkoły zaczął mi tu wizje armagedonowe przedstawiać bo śnieg pada, i tyle go pada i tak zimno. Nie wcale nie jest zimno, w Skandynawii teraz to mogą mówić że jest zimno, powiedziałam mu o podróżach po Bałtyku saniami, bo zamarzał. A tak nawiasem mówiąc czego ich w tej szkole uczą? Śnieg jest potrzebny, od kilku lat mieliśmy deficyt jeżeli chodzi o opady, suche lata i zimy. Zacznie się płacz wiosną gdy ta cała pokrywa zacznie topnieć. Tym razem zaskoczą nas powodzie i podtopienia, bo wydano pozwolenia na budowę na terenach wylewowych rzek. Ale o tym wcześniej nikt nie myślał, nie ma zbiorników retencyjnych i wałów z prawdziwego zdarzenia. Zaczekajmy do marca. Ale i tak najbardziej rozłożyła mnie wiadomość z Francji ich super pociągi osiągające 300 km/h musiały zwolnić do 230 km/h....
czwartek, 17 grudnia 2009
Jakoś tak wyszło, że w moim rodzinnym domu nie był tradycji pieczenia pierników i pierniczków na święta. Ale jak zobaczyłam w internecie te pyszności, ja też zapragnęłam spróbować. Pierwszą nieodzowną i nad wyraz potrzebna rzeczą okazały się foremki. Przez zaspy i śnieżycę, przedarłam się do centrum miasta, jakoś wielkie hipermarkety działają mi na nerwy, po drodze zaczepiłam o kilka sklepów, nabawiłam się choroby włóczkowej by w końcu dotrzeć do centrum handlowego u nas noszącego miano Central,( budynek i nazwa z czasów głębokiej komuny, w środku pogoń za nowoczesną Europą). Ważną rzeczą jest całkiem dobrze zaopatrzone stoisko z gospodarstwem domowym. Radełka, pudełka, koszyczki nożyczki, szkło wszelakie, nasze rodzime Krosno i ceramika. Można oglądać z dotykaniem ostrożnie. Były tam też foremki. Ludzikowych niestety nie znalazłam. (Na drugi raz zostanie mi ręczne wycinanie). Przepis oczywiście internetowy, bo jak się dowiedziałam prawdziwe piernikowe ciasto powinno jakiś czas leżakować, a to jest raczej nie realne w moim domu pośród tylu łasuchów i pasibrzuchów. Więc zdecydowałam się na błyskawiczną wersję pierniczków. Trochę mnie zastopowały mielone goździki- bo takowych na sklepowych półkach brak, ale od czego stary młynek do pieprzu. Stary jest i malutki, kiedyś służył w dziadkowej kuchni, i w swoim młynkowym życiu nie spodziewał się jaka go obraza spotka. Został przemianowany i i topornie i powoli przemielił goździki. Później to już tylko przyjemność. Ja wałkowałam Motyl wycinał, piekarnik piekł.
Praca szła sprawnie i szybko, mieszkanie i cała klatka pachniały cynamonem i przyprawami. Próbowanie czy dobre i czy warto spowodowały że w następnym tygodni będę piekła je znowu, tylko tym razem część z nich będzie z dziurka do powieszenia. Nie ozdabiałam ich, bo podobają mi się właśnie takie.
Aniołek, to też efekt miastowego wypadu. Trochę musiałam Małża po przekonywać, że kolejny aniołek w domu przed świętami jest jak najbardziej potrzebnym i uzasadnionym świątecznym wydatkiem.
Bałagan z tyłu to plac boju kartkowo- świątecznego.
I jeszcze ważna rzecz. Zostałam zaskoczona i zniespodziankowana. Już w tamtym tygodniu ale ciągle nie po drodze mi było do komputera. Listonosz przyniósł mi pachnącą paczuszkę z Pszenna Zapachy do szafy. Jestem szczęśliwą posiadaczką takich cudów, na dodatek pachnących wręcz nieziemsko.
Woreczek z aniołkiem nie dał się ładnie sfotografować, mój aparat zaczyna mi działać na nerwy ale Grzechotnik nie widzi potrzeby zamiany go na inny. Ja widzę...
niedziela, 13 grudnia 2009
Zapisałam się, staje się wymiano-maniaczką. Tym razem walentynkowa. Bardzo się z tego powodu cieszę bo od chwili gdy walentynki wkroczyły do kalendarza świąt wszelakich zawsze są dla mnie czasem nerwów i frustracji. Z biegiem lat nauczyłam się je bagatelizować i tak bardzo nie brać do serca, cóż mój małż romantyczny jest jak kaflowy piec. Jak nie można czegoś zmienić to trzeba to zaakceptować lub polubić. Ale tym razem czuję to w kościach, będą to najfajniejsze moje walentynki. http://ulaihaft.blogspot.com to tutaj można się na temat wymiany wszystkiego dowiedzieć ![]() |
Zakładki:
Jak nie wiem...
Na zakupy
Szukam natchnienia
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||