|
czwartek, 19 listopada 2009
I oto nadszedł dzień oczekiwany. Dostałam przesyłkę z wymiany "Kot w worku". Rano nawiedził mnie listonosz. Ręce mi drżały gdy rozpakowywałam kopertę a oczom moim ukazał się widok cudowny. Zaniemówiłam, a to dla mnie rzadkość, takich piękności się nie spodziewałam. Po prostu dech mi zaparło i bałam się dotknąć takich pięknych rzeczy. Autorka i wykonawczynią jest Marzanna jej blog to Popołudniowe Robótki Marzanny http://marzanna.blog.onet.pl. Dziękuję chyba jak dziecko położę sobie wieczorem przy łóżku by z rana móc znowu się cieszyć. Spróbowałam zebrać zdjęcia w jedno miejsce i zrobiłam kolaż pierwsze koty za płoty
czwartek, 05 listopada 2009
Wcale się nie lenie, tylko pozaczynałam mnóstwo robótek a teraz próbuje je wszystkie kończyć, zawłaszcza te najważniejsze-wymiankowe. Szalałam zawłaszcza przed świętem 1 listopada. Jak zobaczyłam prognozy pogody to ręce mi opadły. Bo tutaj u nas wcale tak pięknie być nie miało (i nie było). Mimo to, że czapek od dziecka nie znoszę, to wraz z wiekiem rozumu odrobinę przybyło, zwłaszcza że co jakiś czas nawiedza mnie wyjątkowo upierdliwe i bolesne zapalenie ucha. Postanowiłam wydziergać sobie kaszkiet. Szczególnie przypadł mi ten wykonany przez Mao i dzięki jej wskazówkom i jasnemu opisowi w jeden dzień stałam się szczęśliwą posiadaczką kaszkietu. Muszę tylko poprawić w nim daszek, bo jakoś mi się nie udał. Nitka Puchatka szydełko 5mm ![]() I kolorystycznie pasuje do szalika, to już jest pełnia szczęścia. Oprócz tego zamarzyły mi się mitenki. Oczywiście to wszystko przez to buszowanie w internecie. Takie piękne rzeczy dookoła a ja jak tak się napatrzę to później spać nie mogę tylko kombinuje jak to zrobić. I metoda prób i błędów, robienia i prucia zrobiłam sobie takie zwykłe, oczywiście turkusowe. ![]() Kilka dni mogłam ponosić ale spadł śnieg... Więc teraz noszę sobie w domu zwłaszcza jak siedzę przy komputerze bo gdy jedna ręka cały czas klika myszką to mi marznie. Wstyd się przyznać ale siedzę ciepło ubrana przy grzejniku, w mitenkach, w szalu i z kubkiem gorącej kawy i żeby mi jakoś strasznie gorąco było to bym nie powiedziała. Byle do wiosny.
piątek, 09 października 2009
Myślałam, sprawdzałam czas i możliwości i nie wytrzymałam zgłosiłam się do drugiej wymianki której nazwa brzmi Kot w worku a organizowana jest tu http://ponitcedoklebka.blogspot.com. Raz się żyje najwyżej mniej pośpię. Już mam pomysł.
wtorek, 06 października 2009
Mam mam mam. Większość szydełkujących ma już ten szalik. Przyszła wiekopomna chwila i ja zostałam szczęśliwą posiadaczką takiego cuda. Może za skromna nie jestem ale cieszę się ogromnie, tym bardziej że jest to pierwsza rzecz wyszydełkowana prze zemnie dla mnie i co najistotniejsze, rzecz do noszenia. Gdy Grzechotnik późnym wieczorem wrócił do domu został swoja żonę opatuloną szalikiem. Nie wiem co sobie pomyślał, ale co mi tam musiałam się nim nacieszyć. Zawijałam go na różne sposoby, tuliłam i podrzucałam. Jest też w kolorze który bardzo lubię, w którym mi do twarzy, co zauważył nawet Małż, a takiego koloru w mojej szafie z latarką szukać ( ze świeczką bym tam nie zaglądała). Dzięki buszowaniu po internecie trafiłam na blog Maosi,która nie dość że piękne rzeczy robi to jeszcze podaje jaką nitką i szydełkiem, co dla takiego laika jak ja jest nie zwykle istotne, bo gdy zaczęłam robić po swojemu to zamiast 160 cm mój szalik miał zaledwie 40, a tak jest delikatny, mięciutki i długi. To ja też może komuś się przyda: nitka Sasanka, szydełko 7 mm![]()
niedziela, 04 października 2009
Szydełkiem robić pierwsze łańcuszki nauczyła mnie Mama, gdy ja jeszcze jako pięciolatka na siłę wiązałam jej supły na włóczkach. Pokazała, nitkę dała i tak się zaczęło. Później były pierwsze "serwetki", robione metoda co mi w duszy gra, pięknie falujące się na końcach z powodu zbyt dużej ilości wachlarzyków. Pamiętam szydełkowy szał w podstawówce, gdy do największego szpanu należało mieć w kieszeni fartuszka szydełko i kłębek nici. A my smarkate i dumne na każdej przerwie plątałyśmy i dłubałyśmy. Powoli się rozkręcałam i zrobiłam pierwszy sweterek dla lalki, Z podkrojem pach i rękawami zwężającymi się ku górze, tak jak na wykrojach krawieckich. Mamę zamurowało. Później przyszła kolej na filety, Mama mówiła że trudne, a ja uwielbiałam tą technikę. I wraz z wyjazdem rodzicielki wszystko się urwało na dłuuugie lata. Co było powodem nie wiem, może dużo obowiązków jakie spadło na moja głowę od dwunastego roku życia, brak przykładu mamy, która co wieczór przed telewizorem siadała z jakąś robótką? Pewnie i to i to. Teraz dzięki internetowi, wspaniałym blogowiczkom i zakręconym dziewczynom z wizażu wracam. Krzyżyki są piękne ale pracochłonne, więc to projekty długoterminowe, szydełko ma tą zaletę że można z niego szybko wyczarować coś i zaraz cieszyć oko końcowym efektem. Podpatrzyłam, zamówiłam nici, tu http://www.zamotane.pl, bo w pasmanteriach w moim mieście jakoś nie było tego co sobie wymarzyłam, a po przeliczeniu okazało się że na zakupach w ten sposób mogę nawet troszeczkę zaoszczędzić. I bardzo szybko (bo w przeciągu dwóch dni) stałam się szczęśliwą posiadaczką takich cudeniek
![]() I nie byłabym sobą gdybym od razu nie zabrała się do roboty. Niech pies stęka, dziecko jęczy a maż głodny chodzi, muszę, muszę, muszę. I już prawie skończyłam. Został jeden rząd ale nie wiem dlaczego zegarek zaczął pokazywać oo.24. Rano wyglądało to tak ![]() ale zaraz po kawie chwytam szydło w dłoń, bo takim grubaśnym nigdy nie robiłam, i do dzieła. Miś został modelem mimo woli ale niech i on ma swoje pięć minut. Do roboty... (a muszę zacząć szykować wymiankową niespodziewajkę).
środa, 30 września 2009
Ostatnio jestem jak prawie wszystkim znany świstak z reklamy. Tylko że ja nie zawijam w sreberka, tylko liście. Podłapałam fuchę więc kręcę ile mogę. Siatami znoszę do domu liście, już prawdopodobnie jestem atrakcją osiedla. Ale korzystam póki jeszcze liście lecą z drzew. Dzięki temu zaczynam lubić jesień. Tyle barw i kolorów, oczy mi się śmieją i zachwycam się nad każdym najmniejszym listkiem. Bzik. A przy okazji można jeszcze zobaczyć takie coś:
![]() ![]() ![]() A to są efekty mojego skręcania. I tak dzień po dniu ![]()
wtorek, 22 września 2009
Zapisałam się na wyminę u Agnieszkimd. http://agnieszkamd.blogspot.com/ A to przykład pozytywnego zakręcenia (zdjęcie znalezione w necie)Cieszę się bardzo i już zaczęłam przeglądać swoje szpargały co z tego można zrobić. Zgłaszać się można do 15 października.
piątek, 18 września 2009
Jak wymyśliłam tak i zrobiłam, powędrowałam z Inką na spacer. Liści co raz więcej, ale ja na razie wybrzydzam, ten za zielony, ten z meszką, ten za mały a ten za duży. Wraz z liśćmi przyniosłam kieszenie pełne drobiazgów, głóg i żołędzie. Pamiętam czasy gdy będąc w podstawówce znalezienie bezpańskiego żołędzia na chodniku było wręcz nie możliwe. Parki były oblegane przez dzieci i rodziców bo wraz z jesienią rozpoczynał się czas wzmożonych zajęć praktyczno - technicznych na lekcjach i w domu. Powstawały ludki i zwierzaki żołędziowo - kasztanowe. Ja sama ile zapałek napsułam, ile razy palce polepione plastrem bo się nóż albo śrubokręt ze szpikulcem omsknął. W brata też można było kasztanem trafić :) Przy okazji zrobiłam sesję zdjęciową igielnikowi, który doczekał się wypchania. Zrobiony z 15 części prezentuje się tak ![]() ![]() ![]() I przy okazji coś co lubię najbardziej, no może zaraz po boczku wędzonym :), coś co mogłabym jeść i jeść. Miłością do niego zapałałam podczas pracy w winnicy gdzieś na północy Włoch. ![]()
czwartek, 17 września 2009
Poprosiła mnie koleżanka o pomoc w napisaniu pracy magisterskiej. Więc robię wszystko żeby tylko jej nie pisać. Czuję się jakbym wróciła do ogólniaka, i musiała napisać wypracowanie. Wiem że jak będę miała nóż na gardle to się sprężę i skończę to w kilka godzin ale najgorsze jest to że nie potrafię sobie przemówić do rozsądku. Więc na spacerze z psem nazbierałam sobie liści kilka, jakieś te liście na razie mało kolorowe, i skręciłam róże z liści. Mam zamówienie na innego kształtu ale jeszcze żadna mi nie wyszła tak jakbym chciała. Te ze zdjęcia robi się szybko i przyjemnie. Jutro znów sobie pobuszuję po trawnikach a w niedzielę chyba wybiorę się do parku z Motylem i przyniosę dużo liści do psucia.
![]() Próbuję wyhodować chomika i tam przerzucić schematy haftów i serwetek. Na razie chomik raczkuje ale z czasem na pewno się wypełni.
środa, 26 sierpnia 2009
Został mi mały kawałek kanwy, więc postanowiłam go wykorzystać do stworzenia zawieszki do nożyczek, które tak często widziałam na innych blogach. Do wyboru koloru natchnęły mnie wrzosy w kwiaciarni. Wzór to znany wszystkim aniołek z tamborkiem (tak go nazwał Motyl) i ptaszek podpatrzony na blogu Barbarki 888. (przyjemnie sie go wyszywa). Wykorzystała go też Xhaftx tworząc wspaniałe wzory. Już planuję zrobić którąś z jej wspaniałych choinek. A to mój wytworek.![]() ![]() |
Zakładki:
Jak nie wiem...
Na zakupy
Szukam natchnienia
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||