|
Blog > Komentarze do wpisu
Szydełkowe szaleństwo Szydełkiem robić pierwsze łańcuszki nauczyła mnie Mama, gdy ja jeszcze jako pięciolatka na siłę wiązałam jej supły na włóczkach. Pokazała, nitkę dała i tak się zaczęło. Później były pierwsze "serwetki", robione metoda co mi w duszy gra, pięknie falujące się na końcach z powodu zbyt dużej ilości wachlarzyków. Pamiętam szydełkowy szał w podstawówce, gdy do największego szpanu należało mieć w kieszeni fartuszka szydełko i kłębek nici. A my smarkate i dumne na każdej przerwie plątałyśmy i dłubałyśmy. Powoli się rozkręcałam i zrobiłam pierwszy sweterek dla lalki, Z podkrojem pach i rękawami zwężającymi się ku górze, tak jak na wykrojach krawieckich. Mamę zamurowało. Później przyszła kolej na filety, Mama mówiła że trudne, a ja uwielbiałam tą technikę. I wraz z wyjazdem rodzicielki wszystko się urwało na dłuuugie lata. Co było powodem nie wiem, może dużo obowiązków jakie spadło na moja głowę od dwunastego roku życia, brak przykładu mamy, która co wieczór przed telewizorem siadała z jakąś robótką? Pewnie i to i to. Teraz dzięki internetowi, wspaniałym blogowiczkom i zakręconym dziewczynom z wizażu wracam. Krzyżyki są piękne ale pracochłonne, więc to projekty długoterminowe, szydełko ma tą zaletę że można z niego szybko wyczarować coś i zaraz cieszyć oko końcowym efektem. Podpatrzyłam, zamówiłam nici, tu http://www.zamotane.pl, bo w pasmanteriach w moim mieście jakoś nie było tego co sobie wymarzyłam, a po przeliczeniu okazało się że na zakupach w ten sposób mogę nawet troszeczkę zaoszczędzić. I bardzo szybko (bo w przeciągu dwóch dni) stałam się szczęśliwą posiadaczką takich cudeniek ![]() I nie byłabym sobą gdybym od razu nie zabrała się do roboty. Niech pies stęka, dziecko jęczy a maż głodny chodzi, muszę, muszę, muszę. I już prawie skończyłam. Został jeden rząd ale nie wiem dlaczego zegarek zaczął pokazywać oo.24. Rano wyglądało to tak ![]() ale zaraz po kawie chwytam szydło w dłoń, bo takim grubaśnym nigdy nie robiłam, i do dzieła. Miś został modelem mimo woli ale niech i on ma swoje pięć minut. Do roboty... (a muszę zacząć szykować wymiankową niespodziewajkę). niedziela, 04 października 2009, wredula
Komentarze
oura512
2009/10/05 12:18:55
mhm... co do szydelkowania rozumiem Cię w 100%. Też uwielbiam dziergać.
|
|