|
Blog > Komentarze do wpisu
Jak wymyśliłam tak i zrobiłam, powędrowałam z Inką na spacer. Liści co raz więcej, ale ja na razie wybrzydzam, ten za zielony, ten z meszką, ten za mały a ten za duży. Wraz z liśćmi przyniosłam kieszenie pełne drobiazgów, głóg i żołędzie. Pamiętam czasy gdy będąc w podstawówce znalezienie bezpańskiego żołędzia na chodniku było wręcz nie możliwe. Parki były oblegane przez dzieci i rodziców bo wraz z jesienią rozpoczynał się czas wzmożonych zajęć praktyczno - technicznych na lekcjach i w domu. Powstawały ludki i zwierzaki żołędziowo - kasztanowe. Ja sama ile zapałek napsułam, ile razy palce polepione plastrem bo się nóż albo śrubokręt ze szpikulcem omsknął. W brata też można było kasztanem trafić :) Przy okazji zrobiłam sesję zdjęciową igielnikowi, który doczekał się wypchania. Zrobiony z 15 części prezentuje się tak ![]() ![]() ![]() I przy okazji coś co lubię najbardziej, no może zaraz po boczku wędzonym :), coś co mogłabym jeść i jeść. Miłością do niego zapałałam podczas pracy w winnicy gdzieś na północy Włoch. ![]() piątek, 18 września 2009, wredula
Komentarze
oura512
2009/09/19 13:57:14
Przepiękny ten igielnik. Pewnie zszywanie go to koszmar, ale za to jaki efekt :) Pozdrawiam!
2009/09/22 13:17:56
Chyba gorsze było powtarzanie po pięć razy tych samych motywów. Ale znowu znalazłam ciekawe biscornou też z 15 kawałków ale każdy element inny. Dziękuję za odwiedziny i komentarze.
|
|